Czy da się odzyskać czas na życie bez „wywracania” codzienności do góry nogami, po prostu wracając do siebie i do tego, co naprawdę ważne?
Często obiecujemy sobie: „jeszcze tylko ogarnę… i wtedy odpocznę”. Mijają miesiące, a spokoju jak nie było, tak nie ma — rośnie napięcie, wyrzuty sumienia i lista „powinnam”. A jednak można inaczej: z dobrym wsparciem i jasną strukturą, w moim autorskim programie „Odzyskaj czas na życie”. Tak było u Grażyny, uczestniczki tego programu. Chcesz zobaczyć, jak to wygląda w praktyce? Ta rozmowa jest dla Ciebie.
Zaprosiłam Grażynę, bo jej historia nie jest sprintem motywacji. Pokazuje, że zmiany nie muszą być spektakularne, żeby przynosiły ważne i trwałe efekty. Grażyna opowiada, jak jedna wewnętrzna decyzja — zgoda na odpoczynek i zaopiekowanie się sobą — rozlała się realnymi owocami na całą rodzinę.
W trakcie naszej rozmowy dotykamy sedna „Odzyskaj czas na życie”: porządkowania priorytetów, które uspokaja głowę i serce, oraz odpoczynku rozumianego jako rytm, nie luksus. Bez fajerwerków. Uczciwa praca: decyzja po decyzji, dzień po dniu. Właśnie to — zwyczajna codzienność ustawiona w dobrej kolejności — robi największą różnicę. Na końcu dnia pytanie brzmi: „czy byłam dziś tam, gdzie chciałam być?”, a nie „co odhaczyłam?”.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak taka zmiana dojrzewa w realnym życiu mamy, jak wygląda zwrot „do siebie” i co daje całej rodzinie — czytaj dalej. Oddaję głos Grażynie.
Kinga:
Grażyno, bardzo się cieszę, że zgodziłaś się na dzisiejszą rozmowę i żeby opowiedzieć, co wyniosłaś z kursu „Odzyskaj czas na życie”.. Może na początek powiesz kilka słów o sobie i dlaczego zdecydowałaś się na kurs? Co Cię do niego przyciągnęło?
Grażyna:
Dziękuję. Kilka słów o mnie. Obecnie, tak jak wiele dziewczyn na kursie, jestem mamą dwójki małych dzieci. Moja córeczka ma sześć lat, synek trzy. Jestem na urlopie wychowawczym – już dość długo.
Przez wiele lat pracowałam w korporacji na różnych szczeblach. To była bardzo wyczerpująca, wypalająca praca, w której czułam się, jakbym tkwiła w kołowrotku.
Szczerze mówiąc, myślałam wtedy, że jak już naprawdę mam dosyć i jestem wypalona, to wyskoczę z tego kołowrotka, idąc na urlop macierzyński, potem wychowawczy. Ale to była pułapka. Okazało się, że w domu też zaczęła się niezła kołomyja – zwłaszcza gdy pojawiło się drugie dziecko.
Później okazało się, że mój synek jest przewlekle chory. Dużo było wizyt u lekarzy. Ten kołowrotek się nakręcał. Wyjście z pracy nie rozwiązało problemu – obowiązków nie ubyło.
Trafiłam na kurs, bo miałyśmy wcześniej kontakt. Dostawałam od Ciebie różne maile. Kiedy wysłałaś informację o kursie, przeczytałam i pomyślałam: „Kurczę, dużo rzeczy do mnie pasuje”.
Niektóre rzeczy zaczęły do mnie docierać jeszcze przed kursem. Już wtedy mówiłam, że potrzebuję trochę czasu dla siebie. Coraz częściej krzyczałam na dzieci, byłam coraz bardziej nerwowa. Zastanawiałam się, jak tę sytuację rozwiązać. I powoli – z różnych stron – docierało do mnie, że muszę mieć więcej przestrzeni dla siebie.
Zaczęłam to powoli wdrażać. A kiedy zobaczyłam ofertę kursu, wiedziałam, że to dokładnie ten temat. Dołączyłam bardzo chętnie – i bardzo się cieszę.
Ja również bardzo, bardzo się cieszę, że trafiłam z ofertą w odpowiedni dla Ciebie moment, w Twoją potrzebę. Powiedz proszę, co wyniosłaś z kursu?
Oj, dużo! Już od pierwszego ćwiczenia – tego z kompasem priorytetów – poczułam, że to coś naprawdę mocnego.
To było świetne ćwiczenie. Szczerze mówiąc, wcześniej o nim słyszałam, ale nigdy go nie zrobiłam. Bo wiesz, jak to jest – myślisz sobie: „zrobię później”… a potem zapominasz.
Fajne było to, że zrobiłaś je z nami od razu, podczas spotkania. Powiedziałaś: „Teraz siadajcie, teraz to róbcie”. I ja rzeczywiście to zrobiłam.
Weszłam w to ćwiczenie – choć nie było łatwe. Trzeba było wyłaniać wartości, które są dla mnie naprawdę ważne, a jednocześnie skreślać te, które też są cenne. To było trudne.
Ale to otworzyło mi oczy. Niby proste ćwiczenie, a tak dużo pokazało. Myślałam, że wiem, co jest dla mnie ważne – ale jak już z bólem wykreślałam kolejne rzeczy i zostawiłam tylko te najważniejsze, to zaczęło mi się układać w głowie.
I przyszła myśl: „No dobrze, skoro to są moje wartości, to co z tego wynika?”.
I wtedy Twoje słowa z sesji szkoleniowych pomagały mi to układać i wiele z nich zapadło mi w pamięć.
Mam taką tendencję, że chciałabym wszystko zrobić naraz. Teraz, teraz, teraz – i jeszcze więcej. A Ty wtedy powiedziałaś: „Nie wszystko na raz. Zajmij się tym, co teraz, później kolejnymi rzeczami”.
I to do mnie dotarło. To ćwiczenie z wartościami bardzo mi w tym pomogło – pozwoliło mi wyłączyć pewne rzeczy i skupić się na tym, co ważne.
Na przykład miałam zawsze taki dylemat, że powinnam więcej czasu spędzać z dziećmi, bawić się z nimi, być bardziej obecna. Ale z drugiej strony – ciągle miałam coś do zrobienia.
Muszę zadzwonić do lekarza, muszę coś załatwić, ogarnąć dom…
I kiedy już siadałam z dziećmi, żeby poczytać książkę czy układać klocki, to w głowie miałam: „No dobrze, ale mogłabym w tym czasie zrobić coś ważniejszego”.
A po tym ćwiczeniu z wartościami coś się we mnie przestawiło.
Pamiętam taki moment – siedzę z moim dzieckiem, czytam mu książkę, on się cieszy, przynosi kolejne… I ja zamiast mieć wyrzuty sumienia, pomyślałam: „To jest bardzo ważna rzecz. Moje dzieci są małe. Teraz tego potrzebują. A ja chcę im to dać”.
To był pierwszy duży efekt. A drugi – związany z tym Twoim „kołowrotkiem” i tematem odpoczynku.
Pamiętam, że dla wielu kobiet to było mocne. To, że odpoczynek nie jest nagrodą, tylko potrzebą.
Tak! Właśnie to.
To bardzo we mnie zostało. Bo tak nas uczono – najpierw praca, potem odpoczynek. Najpierw zrób wszystko, co trzeba, a potem możesz się zrelaksować.
I nawet jeśli usiądziesz, to czujesz, że robisz coś nie tak. Że powinnaś dalej działać. I ja miałam to w sobie bardzo mocno.
A u Ciebie to było tak jasno pokazane – że odpoczynek to nie luksus, tylko cykl. Robisz coś, działasz, męczysz się, zużywasz energię. Musisz ją potem odzyskać. I żeby działać dalej, potrzebujesz odpocząć.
Proste. Logiczne. Ale to musi przeskoczyć w głowie. W sercu. W przekonaniach. I wtedy naprawdę coś się zmienia.
I zaczęłaś odpoczywać?
Tak. Zaczęłam. Ale to nie było takie proste, jak mi się wydawało.
Bo nawet jak już sobie pozwoliłam na odpoczynek, to zauważyłam, że… ja tak naprawdę nie odpoczywam. Siedzę niby w spokoju, ale w głowie mam wir.
Kołowrotek myśli. Co muszę jeszcze zrobić. Co będzie dalej. Co planuję.
I wtedy zadawałam Ci pytania na Q&A – a Twoje odpowiedzi bardzo do mnie trafiły. Żeby uczyć się być tu i teraz.
Teraz próbuję robić tak, jak mówiłaś.
Siadam w fotelu, robię sobie herbatę, zamykam oczy. I słucham. Zegar tyka. Samochód przejeżdża. Ptaki śpiewają. Herbata gorąca – jaka ona ma temperaturę, jaki ma smak.
Albo patrzę przez okno. Na drzewo. Na liście. Po prostu patrzę.
Nie jest to dla mnie łatwe. Pewnie są osoby, którym łatwiej to przychodzi.
Dla mnie to było nowe. Na początku trochę niewygodne. Albo miałam poczucie, że „nic z tego nie wynika”. Ale zrozumiałam, że to kwestia treningu. I nowych nawyków.
Najważniejsze, że zaczęłam. Bo bez tego nie byłoby nic dalej.
To fantastyczna wiadomość. Powiedz, jak to wpłynęło na Twoją codzienność? Na życie z dziećmi, w domu?
Oj, bardzo.
Tak jak mówiłaś – długa jest droga od głowy do serca. Ale coś się układało. W czasie całego kursu czułam, że to, co mówisz, zaczyna się łączyć w całość.
Wiele rzeczy, które poruszałaś, to niby rzeczy, które „wiemy”. Gdzieś to już słyszałam. Ale one wcześniej się we mnie nie układały. Teraz – zaczęły.
Zaczęłam inaczej planować dzień. Z większym sensem.
Kiedyś pod koniec dnia siadałam i zastanawiałam się: „Co ja właściwie dzisiaj zrobiłam? Co odhaczyłam?”.
A teraz myślę: „Czy poświęciłam dziś czas dzieciom? Czy byłam z nimi naprawdę?”.
To się stało jednym z moich priorytetów – właśnie dzięki temu ćwiczeniu z wartościami.
I ta droga – z głowy do serca – dalej trwa. Nie jest łatwa. Pewnie są kobiety, które szybciej to wdrażają. Ja mam z tym trudność, ale to działa.
I ogromnie mi pomogło to, jak Ty prowadziłaś kurs.
Wiesz, bardzo mi pomogło Twoje świadectwo. To, jak prowadziłaś ten kurs – z oddaniem, z sercem, z taką autentycznością. Bo ja mam w sobie dużo porównywania się. Dużo.
Często się na siebie złościłam – że tego nie robię, tamtego też nie. Że inne kobiety jakoś sobie radzą lepiej.
A patrząc na Ciebie, myślałam: „No świetna kobieta. Ma małe dzieci, prowadzi kurs, pracuje. Jak ona to wszystko ogarnia?”.
Ale kiedy opowiadałaś, że to też była Twoja droga. Że też musiałaś układać różne rzeczy w sobie. Że korzystałaś ze wsparcia. Że to nie wydarzyło się od razu.
To mnie poruszyło.
Twoja naturalność, szczerość – to świadectwo. To, że pokazywałaś nie tylko „co robisz”, ale „jak doszłaś do tego miejsca”.
To do mnie naprawdę trafiło.
I wiesz co? To też najbardziej zapamiętałam z kursu – właśnie spotkanie z Tobą.
Czasami różne osoby mówią podobne rzeczy. Ale dopiero od kogoś, kto mówi to z serca, coś w nas się zmienia.
I od Ciebie to do mnie trafiło.
Dziękuję Ci, Grażyno. Bardzo miło mi to słyszeć.
Cieszę się, że mogłam dać Ci coś od siebie i że to naprawdę w Tobie zostało.
Jak mówisz o tym czasie dla dzieci, o tym, że teraz zadajesz sobie pytanie: „czy zrobiłam dziś to, co dla mnie ważne?”, to ja się wzruszam.
Bo jak my, kobiety, jesteśmy bliżej siebie, bardziej w kontakcie ze sobą, to z tego wypływa ogrom dobra – dla nas i dla naszych rodzin.
Tak. I zauważyłam jeszcze coś, a propos wdrażania tych wieczorów dla siebie…
Bo ja trochę zaczęłam to robić jeszcze przed kursem. Ale to było trudne.
Kiedy w ogóle do mnie dotarło, że naprawdę tego potrzebuję – żeby raz w tygodniu wyjść z domu na chwilę – to miałam panikę. Co będzie, jak mnie nie będzie? Przecież ja codziennie coś robię, zajmuję się dziećmi. Jak mój mąż sobie poradzi? Przecież on cały dzień pracuje. Czy nie będzie zmęczony?
I rzeczywiście, na początku wychodziłam z duszą na ramieniu. Nie miałam spokoju. Ustaliłam z mężem, że w czwartki wychodzę na dwie godziny wieczorem. Ale te pierwsze razy – oj, były trudne. Ciągle sprawdzałam, czy wszystko w porządku.
Ale z czasem… coś się zmieniło. To zaczęło być rytuałem. I wiesz, co zauważyłam?
Zaczęłam patrzeć na nich – na moją rodzinę – trochę z zewnątrz. Czasem nawet przez okno, jak wracałam. I widziałam, jak świetnie się bawią. Jak mój mąż zorganizował im czas.
I jak poprawiła się relacja między nim a dziećmi.
Wcześniej wszystko było „z mamą”. Mama robi, mama się bawi, mama wie. A teraz moja córka mówi: „Ja chcę z tatą!”. I coraz więcej rzeczy robi z nim. I to jest piękne. Bo widzę, że ten mój czas był potrzebny nie tylko mnie – ale też jemu. I dzieciom. To naprawdę zmieniło coś w naszych relacjach. I kontynuuję to dalej. Tak jak mówiłaś – to jest sensowne i potrzebne.
Bardzo się cieszę, Grażyno. Naprawdę. To, że Twoje zmiany czują wszyscy wokół Ciebie, to ogromne świadectwo. Bo tak właśnie jest – kiedy my się zmieniamy od środka, to to się rozlewa. Na naszych bliskich. Na firmy, w których pracujemy. Na całe społeczeństwo.
I wszystko zaczyna się od tego, że zatrzymamy się i zajrzymy do siebie. Czy chciałabyś coś jeszcze dodać na koniec?
Tak. Bardzo bym chciała, żeby jak najwięcej osób mogło skorzystać z tego rodzaju wiedzy i doświadczenia. Bo ja znam wiele kobiet, które nie pozwalają sobie na odpoczynek. I wiem, jak to się może skończyć – wiem to z doświadczenia.
Ty mówiłaś na kursie, że jeśli nie odpoczywamy, to się męczymy. Jak się długo męczymy, tworzą się deficyty. A jak tych deficytów nie zauważymy – to w końcu chorujemy. I naprawdę tak jest.
A jednocześnie dałaś nam coś bardzo ważnego: przekonanie, że jesteśmy tego warte.
Że odpoczynek, troska o siebie, nie są nagrodą, którą trzeba sobie zasłużyć. One są dla nas.I to było piękne.
Dlatego bardzo wszystkim polecam ten kurs. I bardzo, bardzo Ci dziękuję, Kingo – za Twoje zaangażowanie, za Twoje ciepło, za to, ile dałaś nam w tym procesie.
Ja też Ci dziękuję. To zawsze jest współpraca – ja mogę dawać, ale Ty też zdecydowałaś się przyjąć. Zaangażowałaś się, wzięłaś to, co było do wzięcia.
I dziękuję Ci za dzisiejszą rozmowę. Za to, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem, efektami, kawałkiem swojego serca. Tym, co dałaś sobie – i co teraz daje Twojej rodzinie.
Dziękuję. I do zobaczenia.
Dziękuję, Kinga. Do zobaczenia.
Jaką jedną myśl zabierasz ze sobą po przeczytaniu tej rozmowy? Co w Tobie zarezonowało? Napisz koniecznie w komentarzu poniżej :)
Przytłacza Cię nadmiar zadań i czujesz się jak „chomik w kołowrotku”?
Otrzymaj coachbook „Zyskaj więcej równowagi i spełnienia na co dzień” oraz cenne wskazówki, dzięki którym:
spojrzysz na swoje życie z lotu ptaka,
ogarniesz chaos i wyznaczysz priorytetowe działania,
ruszysz z miejsca i zaczniesz wprowadzać w swoje życie potrzebne i satysfakcjonujące Cię zmiany.


